ci kiedyś powiedzieć w tę twoją anielską gębę...
jak, kurwa, gardzę tobą,
jak żałuję mych starań o ciebie,
każdej łzy, sekundy zmarnotrawionej na myślenie o tobie
tej jednej pierdolonej nocy...
jak żałuję mych starań o ciebie,
każdej łzy, sekundy zmarnotrawionej na myślenie o tobie
tej jednej pierdolonej nocy...
... ale chyba nie zasługujesz nawet na pogardę :D
Ha ha ha. Czy pisałam już może gdzieś, że przestałam za sobą nadążać? Bo nie wiem, co do ciężkiej pierdolonej, ma oznaczać, że myśląc, jakim skurwysynem potrafię być, i to szczególnie dla tych, którym- w razie potrzeby - powinnam raczej oferować nerkę oraz płuco w pakiecie z wątrobą, śmieję sie niemal w głos.
I doprawdy chuj mnie to, że jest za 16 północ.
Ale z 2 strony... chyba świadomość swoich wad jest pierwszym krokiem do pracy nad nimi, czyż nie? :D
... Niemalże widzę się już w tym Krakowie, wracającą z pracy, jeszcze bardziej zajebistą, niż obecnie (choć nie wiem, czy to aby możliwe xD), ale...
Chyba należy coś skończyć, by móc zacząć od nowa. A ja, no kurwa ja pierdole, mam cudowną tendencję do rozpamiętywania, rozgrzebywania i generalnie - rozpaczania nad tym, jakim fekjkiem życiowym byłam (no, zdecydowanie BYŁAM, praca nad sobą jednak daje efekty). Moja największa życiowa porażko - niech cię umrzy w tych Niemczech ♥. I nie. Ja wcale nie jestem złośliwa. Ja tylko oczekuję jakiejś sprawiedliwości XD.
O tych pomniejszych, epizodach, którym nie warto poświęcić choćby najbłahszej myśli - nawet nie wspominam. Myśl o kolejnych źle ulokowanych uczuciach... to najzwyczajniej boli. Dość, kurwa, smutne jest to, że niemalże trzyletnią znajomość nazywam epizodem... ale chujowizna i kurestwo, podlewane interesownością, nie znają granic. Spierdalajcież zatem, krzyżyk na drogę :D.
Chyba nic nie pominęłam. Poza jedną sprawą, której jednak nie zamknę w tygodniu, czy miesiącu... więc dam znać już PO.
Żegnam słodko, Wasza pogubiona, dążąca do zmian, jakby... bardziej elastyczna życiowo?, ale jednocześnie tak samo zajebista, genialna i wspaniała - Jordi.
I doprawdy chuj mnie to, że jest za 16 północ.
Ale z 2 strony... chyba świadomość swoich wad jest pierwszym krokiem do pracy nad nimi, czyż nie? :D
... Niemalże widzę się już w tym Krakowie, wracającą z pracy, jeszcze bardziej zajebistą, niż obecnie (choć nie wiem, czy to aby możliwe xD), ale...
Chyba należy coś skończyć, by móc zacząć od nowa. A ja, no kurwa ja pierdole, mam cudowną tendencję do rozpamiętywania, rozgrzebywania i generalnie - rozpaczania nad tym, jakim fekjkiem życiowym byłam (no, zdecydowanie BYŁAM, praca nad sobą jednak daje efekty). Moja największa życiowa porażko - niech cię umrzy w tych Niemczech ♥. I nie. Ja wcale nie jestem złośliwa. Ja tylko oczekuję jakiejś sprawiedliwości XD.
O tych pomniejszych, epizodach, którym nie warto poświęcić choćby najbłahszej myśli - nawet nie wspominam. Myśl o kolejnych źle ulokowanych uczuciach... to najzwyczajniej boli. Dość, kurwa, smutne jest to, że niemalże trzyletnią znajomość nazywam epizodem... ale chujowizna i kurestwo, podlewane interesownością, nie znają granic. Spierdalajcież zatem, krzyżyk na drogę :D.
Chyba nic nie pominęłam. Poza jedną sprawą, której jednak nie zamknę w tygodniu, czy miesiącu... więc dam znać już PO.
Żegnam słodko, Wasza pogubiona, dążąca do zmian, jakby... bardziej elastyczna życiowo?, ale jednocześnie tak samo zajebista, genialna i wspaniała - Jordi.
Tagi:
sram na tagi
14.02.2012 o godz. 00:30
komentuj (9)


